W latach 30. XX wieku w Grodkowicach ówczesny właściciel ziemski zdecydował się na budowę nowoczesnego wiatraka, którego zadaniem było pompowanie wody ze studni bezpośrednio do pałacu i gospodarstwa. Wiatrak ten był techniczną nowinką, która miała ułatwić codzienne funkcjonowanie majątku.
Ale jak ta i inne nowinki sprawdzały się w praktyce?
W rodzinnej kronice napisanej przez Zbigniewa Sroczyńskiego („Żeleńscy. Rodowód. Dzieje Rodu Żeleńskich z Żelanki”) autor nie zostawia na wprowadzonych nowościach przysłowiowej suchej nitki. Z opisów wyłania się obraz urządzeń technicznych, które zamiast pomagać, przysparzały mieszkańcom ciągłych zmartwień.
Oto kilka przykładów.
Wiatrak wraz z mechanizmem, który miał bez wysiłku dostarczać wodę do specjalnego zbiornika na dachu domu, regularnie ulegał awariom. Podobny los spotykał zainstalowaną w głębokiej, 25-metrowej studni pompę.

Grodkowicki wiatrak to klasyczny osiemnastopłatkowy wiatrak rolniczy, wówczas nazywany silnikiem wiatrowym. Na amerykańskich preriach był masowo wykorzystywany do napędzania pomp wodnych. „Nasz” wiatrak był wyprodukowany w Europie, o czym świadczy napis na sterze kierunkowym – ogonie wiatraka: ADLERSDORF oraz poniżej, mniejszymi literami, przypuszczalne miejsce wyprodukowania. Niestety ten mniejszy napis jest całkowicie nieczytelny. Wprawne oko w dużym przybliżeniu może dostrzec na zdjęciu postać na górnym pomoście, która najprawdopodobniej serwisuje lub naprawia ten „cud techniki”.
Ale wiatrak nie był jedynym wyzwaniem dla mieszkańców. Prawdziwą zmorą okazało się oświetlenie zasilane gazem benzynowym – lampy nieustannie kopciły, drastycznie obniżając komfort życia w nowo wybudowanym obiekcie. Parowe centralne ogrzewanie, opalane za pomocą torfu wydobywanego w nieodległej Puszczy Niepołomickiej, według autora „... grzało przez godzinę, spalało masę torfu, po chwili grzejniki były zimne...”.
I choć zaprojektowany przez wybitnego architekta Teodora Talowskiego pałac w Grodkowicach olśniewał swoim wyglądem, to wewnątrz – jak wspominał syn budowniczego, Karol Żeleński – potrafił być: „(...) pod każdym względem okropny (...) Ani pałacyk, ani dwór. Ani jednej werandy od strony słońca. (...) nowoczesne urządzenia były do niczego”. Prawdopodobnie to panujący wewnątrz chłód, mrok oraz zawodna, ówczesna technika były największą, a także kosztowną w utrzymaniu wadą tego obiektu.
Dziś te opowieści pokazują nam, jak trudne i skomplikowane bywały początki nowoczesnej techniki na polskiej wsi. Statystyka ilości wietrznych dni i prędkości wiatru wskazuje, że budowa w naszej okolicy nawet nowoczesnych turbin wiatrowych jest problematyczna. Ówcześni inżynierowie nie posiadali jednak dzisiejszej wiedzy i starali się, pomimo przeszkód, sprowadzać nowości ze świata do naszych realiów – jak widać, nie zawsze z sukcesem. Obecnie po wiatraku zostały tylko wspomnienia i kilka fotografii.
A co my zostawimy dla potomnych?
Zdjęcie, które Państwo widzą powyżej zostało wykonane w latach 30. XX wieku w Grodkowicach przez Zakład T. Jabłońskiego i Sp. z Krakowa, a następnie poddane przez nas obróbce graficznej poprzez kolorowanie i uwypuklenie szczegółów.