Dziś po raz kolejny sięgamy do wspomnień nauczycielki szkoły w Grodkowicach, pani Zofii Wiśniewskiej, którą pamiętają jeszcze niektórzy mieszkańcy. Zapiskami, przybliżającymi nam połowę XX, wieku podzielił się z nami jej syn.
Dziękujemy panu Sławkowi za przesłane wspomnienia.
„Sławek pierwszy syn Teresy (Zofii) i Bronka (Wiesława) przyszedł na świat w niedzielne czerwcowe popołudnie. W szkole. Dosłownie w szkole się urodził. Wieśka wezwano pod Radom - do mamy, która zachorzała. A termin urodzin, za kilka dni dopiero wyznaczony był. Więc przyszły tato pojechał. Mieszkali w wynajętym domu, który pełnił funkcję szkoły. Trzy klasy i pokoiczek dla pana kierownika Wiesława i jego małżonki.
Gdy Zosia bóle poczuła w pierwszym odruchu do sąsiadki poszła. Ta wysłała męża i syna po pomoc. Jeden do ochronki, gdzie siostry Służebniczki mieszkały. Drugi pobiegł do biur IHR - u. Po pogotowie do Bochni dzwonić. Siostra Felicja - spec od zastrzyków i przyjmowania dzieci - gdzieś się zapodziała. Pogotowie zadziałało na zasadzie „śpiesz się powoli". I w efekcie Sławka na świat sąsiadka przyjąć musiała. Mama nauczycielka, miejsce szkoła, a sąsiadka o nazwisku takim samym jak ten co królewskich synów uczył czyli Długosz. Sam klucz edukacyjnych znaków. „Obyś cudze dzieci uczył". Tak to brzmiało ? Po wielu latach Sławkowi na to przyszło.
Mieszkali w tym drewnianym domu z sadem jeszcze pięć lat. Chłopczyk mały był, ale coś tam zapamiętał. Huśtawkę zawieszoną na drzwiach do kuchni. Husiu, husiu i Zosia czy Wiesiek gotować mogli. Jakieś przygotowania i ognisko w sadzie. Przed wakacjami to musiało być, bo zapamiętał: Już za parę dni, za dni parę. Weźmiesz plecak swój i gitarę. Pożegnania kilka słów. Pitagoras - bądźcie zdrów! Do widzenia wam - canto cantare !
I scenę, gdy dzielny tato synka na rowerze jeździć uczył. Kij do siodełka przymocował. I biegał po sadzie, a potem na ścieżce z niewielkiego pagórka syna na dół puszczał. I Sławek zjeżdżał te kilkanaście metrów na skraj wiejskiej drogi, która przez wieś wiodła.
Wiele lat potem - tak ze 45 pewnie - Sławek skorzystał z okazji, że ktoś chaszcze wokół - od dawna niezamieszkanego domu ściął - i na tył walącej się chałupki przeszedł. Trochę drzew i krzewów w sadzie. Walące się studnia i szopa. Wybite okno w kuchni. Do środka zajrzał. Jakieś sprzęty. Lodówka. Kalendarz na ścianie. Nieporządek. Gdy odchodził zobaczył coś na ziemi obok ściany domu. Podniósł. Sterana, zbrudzona, ale cała książeczka do nabożeństwa. Z 78 roku. Na niego czekała? Zabrał i ma do dzisiaj.”