W naszym artykule o bitwie pod Grodkowicami (proszę kliknąć tutaj - artykuł otworzy się w nowym oknie) pisaliśmy między innymi o zniszczeniach w staniąteckim klasztorze, które powstały w wyniku ostrzału artyleryjskiego podczas I wojny światowej (1914 r). Do dziś możemy oglądać wykonaną po wojnie instalację wmurowanych w ścianę klasztoru pocisków. Z innych źródeł wiemy, że pociski były wystrzelone przez działa umieszczone w krakowskich fortach oraz ze stanowiska artyleryjskiego w Zabawie k. Wieliczki.
Udało nam się dotrzeć do artykułu w ówczesnej prasie opisującego zniszczenia widziane oczami reportera. Poniżej cytujemy tekst spisany ręką reportera w całości, zachowując oryginalną pisownię.

"CZAS" Wydanie poranne Nr 634 Kraków, Poniedziałek 21 Grudnia 1014r

Zbombardowanie klasztoru w Staniątkach.

Korespondent nasz, wysłany na teren walk, jakie toczyły się pod Krakowem, nadsyła nam następujące dalsze opisy i informacye:

Ruina w klasztorze.
Staniątki 20 grudnia.

Przed furtą klasztoru staniąteckiego wysiadamy. Nad drzwiami napis: SI DEUS NOBISCUM QUIZ CONTRA NOS?
Wbija się nam w myśl to wielkie słowo, jak gdyby antyteza ponurych zgłosek, któremi wojna wypisała swe ślady na murach klasztornych. Oglądaliśmy je przed chwilą. Burza przeszła nad prastarymi murami i musiała przelecieć, chociaż pozostawiła zniszczenie. Si Deus nobiscum quiz contra nos?
Na progu wita przybyszów X. rektor DR Jan Roth T.J. Przybył tu sam niedawno właśnie z Krakowa na posterunek kapłański. Idziemy przez gmach prawie pusty, bo cele zakonnic i konwiktorek opróżnione. Ksieni wyjechała do Bochni już po odejściu Rosyan, bo stan jej zdrowia wymagał odpoczynku po tylu strasznych przejściach.
Rosyanie, jak dowiadujemy się od X. DRA Rotha, przybyli w piątek dn. 27 listopada. Zajęli stanowiska dookoła Staniątek; artylerya austryacka musiała ostrzeliwać je konieczności. Czyniono to z zachowaniem wszelkich możliwych względów. Gdyby nie to, nie pozostałoby kamienia na kamieniu z kościoła, klasztoru i wsi.

Pod ogniem ciężkich dział.
Wychodzimy na pierwsze piętro gmachu klasztornego. Cenny to zabytek gotyckiej architektury z XIII stulecia. Rzucamy okiem w głąb i mimo woli musimy się cofnąć. Obraz grozy i zniszczenia: pod nogami gruzy, tynk, odłamki cegieł, szkła, drzewa, książki, suknie, pościel. Chaos i groza.
- Proszę spojrzeć do góry. Tam, w koniec sklepienia.
Widok wstrząsający. W kącie u góry wyrwany otwór; szczątki podruzgotanych belek zawieszają się w dół, grożąc spadnięciem. Otwór ma co najmniej 6 m długości, a 2 ½ szerokości. Pocisk, zdaje się że z moździerza wielkiego kalibru, przebił dach, wiązania dachowe, wywalił otwór i przeszedł sklepieniem w dół do korytarza. Sklepienie gotyckie łukowe na całej długości około 50 metrów spękane w zygzaki; wygląda to jak szereg błyskawic; przez pęknięty tynk przegląda czerwona cegła. Wydaje się, że wszystko runie za lada wstrząśnieniem.
Na ścianach korytarza obrazy z XVII wieku, przedstawiające sceny z życia benedyktyńskiego; ramy potrzaskane, płótna wiszą z ram strzępami. Drzwi wszystkich cel wyrwane z zawias i rzucone na okna. Niektóre drzwi przewrócone do góry. Pęd powietrza był straszny. Granat wpadł tutaj w piątek dn. 11 b. m. między godziną 3 a 4 po południu.
Na podłodze, wśród gruzów, ciemne plamy. To ślad tragedyi. Tędy przeszła śmierć.

Zgon dwóch kapłanów.
Po opróżnieniu klasztoru przez zakonnice i konwiktorki, na wieść o zbliżaniu się Rosyan, przeniosło się trzech kapłanów Tow. Jez,, X Wojciech Płukasz, vicesuperior X Jan Kurcz i X. Jan Holik ze swego domu rezydencyjnego obok klasztoru do samego klasztoru. Rezydencya OO. Jezuitów była zajęta przez Rosyan. Tutaj skończyli życie; ostatnie ich chwile można zestawić tylko na podstawie domysłów.
Zdaje się, że na chwilę przed uderzeniem pocisku X. Kurcz i X. Płukasz wyszli na korytarz. X. superior Kurcz padł trupem na miejscu; X. Płukasz powlókł się do celi, znacząc krwawe ślady; wskazują one, że wyszedł znów na korytarz i tu życie zakończył. Zwłoki znaleziono może w godzinę po uderzeniu pocisku, w kałużach krwi. Obaj zginęli od pędu powietrza, wskutek jakichś obrażeń wewnętrznych; na ciele ran było; jeden tylko miał małą szramę nad okiem, prawdopodobnie od kawałka rozlatującego się gruzu.

Trzeci kapłan X. Holik, ocalał sposobem prawdziwie cudownym. Na parę chwil przed padnięciem granatu znajdował się w celi fatalnego korytarza, równie jak tamci dwaj, i wyszedł drzwiami prowadzącymi do kościoła, ku kaplicy cudownej Matki Boskiej. Zaledwie zamknął drzwi za sobą, rozległ się straszliwy huk zlatującego pocisku. Drzwi wyleciały z zawias, lecz cała siła eksplozyi i cały pęd powietrza skierował się w korytarz klasztorny, w przeciwną stronę. X. Holik został ocalony.
Obchodzimy cele. Spustoszenie nie do opisania. Skromne sprzęty zniszczone, okna bez szyb, drzwi wbiły się drzazgami w futryny okien, ściany poszarpane. Nacisk powietrza musiał być potworny; nietylko w bezpośredniej linii prostej korytarza, na którego końcu uderzył pocisk, ale w korytarzu drugim, przyległym, skręcającym pod kątem prostym - drzwi cel wybite, wszystko poniszczone. Z tego piekła niktby nie wyszedł żywy.

We czwartek odbył się pogrzeb obu ofiar. Złożono ich zwłoki w grobowcu przy klasztorze.

Ocalenie ksieni.
Niemniej cudownie ocalała księgi klasztoru. Granat wpadł do jej sypialni przez sklepienie tuż obok okna, wybił ogromną dziurę w ścianie, zniszczył urządzenie wewnętrzne, wszystkie meble poszarpał w kawałki, na drobne kawałeczki starł cenną starą porcelanę, poniszczył książki z podręcznej biblioteki. Tak samo zniszczone sąsiednie apartamenta ksieni: salonik, rozmownica itd.
Ksieni byłaby musiała ponieść zgon na miejscu, gdyby na chwilę przed padnięciem pocisku nie była wyszła na modlitwę do kaplicy Cudownej Matki Boskiej. To ją ocaliło. Kaplica nienaruszona, ani jednej szybki nie brakuje w oknach. A przecież przytykała niemal bezpośrednio do zniszczonego korytarza.

Dalsze uszkodzenia.
Szkody poniosły również dwa dalsze korytarze: boczny, oraz drugi, równoległy do zniszczonego, prowadzący do chóru. Ocalała biblioteka klasztorna, tylko w niektórych celach powybijane dziury w ścianach. Na korytarzu chórowym pozostały nieuszkodzone cenne obrazy; w chórze zakonnym powybijane tylko szyby. W chórze na ścianach widać ślady kul z pękniętych szrapnęli.

Zniszczenie rezydencyi OO Jezuitów.
Wychodzimy na podworzec. Po lewej ręce furty klasztornej wznosi się dom murowany, w którym mieli swą rezydencyę OO Jezuici, pełniący obowiązki duszpasterskie.

Schody prowadzące z zewnątrz na wysoki parter, wyrwane: żelazna balustrada skręcona we wstążkę, część jej wyleciała w powietrze i spadła na gazon; w latarni, wznoszącej się opodal, szybki popękały, słup pochylił się ku ziemi. W ścianie zieje ogromna wyrwa: pocisk padł tutaj i eksplodował widocznie z przerażającą siłą.
Sztab rosyjski miał w tym domu swoją kancelaryę. Pociski artyleryi austryackiej tam też były wymierzane, lecz od rezydencyi do klasztoru ledwie parę kroków; granat, który uderzył w korytarz klasztorny, był przeznaczony widocznie na dom rezydencyjny. Ten którego ślady oglądamy, trafił ze zdumiewającą celnością i spełnił dzieło zniszczenia.
Po desce, ułożonej na szczątkami schodów, dostajemy się do wnętrza. Tu nowa groza. Drugi granat uderzył w ścianę koło klatki schodowej. Drogę jego znaczy wydarta i pogięta balustrada, wyłom w ścianie przeciwległej. Pocisk pękł w środku domu. Widzimy to po odbryzgach na murze, po wyłomach, przez które przeglądają wnętrza przyległych ubikacyj. Sześciu Rosyan znalazło tutaj śmierć piorunującą, dziewięciu poniosło ciężkie rany.
W pokojach chaos i zniszczenie jako ślad gospodarki Rosyan pozostały pęki słomy, kupy obieżyn z kartofli, flaszki od wódki, potłuczone talerze. Między tem walają się szczątki sprzętów, pomiędzy któremi przeglądają birety księże. Na stole parę kartek z widokami klasztoru. Widocznie żołnierze znaleźli je i używali do swej korespondencyi.
Wychodzimy pod wrażeniem wstrząsającem. Przed drzwiami gromadka ludzi. Zapraszają nas ku wsi, aby obejrzeć i tam ślady zniszczenia. Idziemy potykając się czasem o odłamy pocisków. Służba klasztorna zebrała ich całe kosze, ale to tylko cząstka. Był to istny grad żelaza.
- Tu, blisko, zaraz za bramą - zachęca ktoś z gromadki. - Straszne, co tam się działo…
Kierujemy się w tamtą stronę, rzucając okiem jeszcze raz na kościół i klasztor, który stoi niewzruszenie jak twierdza, atakowana, ale nie zdobyta. Si Deus nobiscum, quiz contra nos?"

--------

W poniższej galerii zamieszczamy kilka współczesnych zdjęć z jasnego wirydaża, którego ściany upamiętniają tamte dni.

Powyższy, cytowany artykuł, znaleźliśmy w zbiorach Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej, natomiast zdjęcia pochodzą z archiwum domowego.